Wpatrywałam się w dom.
Wtedy zauważyłam drugą karetkę, stojącą nieco dalej na ulicy.
Bartosz siedział na krawężniku.
Miał ręce skute kajdankami za plecami.
— O mój Boże…
Odwróciłam się do funkcjonariusza Millera.
— Co się tutaj wydarzyło?
Zaprowadził mnie w stronę radiowozu stojącego z dala od tłumu.— Pani matka zadzwoniła do nas krótko przed południem.
— Dlaczego?
— Powiedziała dyspozytorowi, że obawia się, iż Ryszard zamierza kogoś skrzywdzić.
Zaschło mi w ustach.
— Kogo?
Funkcjonariusz Miller spojrzał mi prosto w oczy.
— Panią.
Usiadłam.
— Co?!
Miałam wrażenie, że świat przechyla się pod moimi stopami.
Policjant ostrożnie kontynuował:
— Pani matka powiedziała, że poprzedniego wieczoru znalazła wiadomości w






Comments