rynku, opowiedziałem o tym przy barszczu chyba trzy razy. Po kolacji, kiedy wszyscy się kłócili o, kto pierwszyotwiera prezenty, wcisnął mi do ręki małą białą kopertę.
W środku był banknot złożony na czworo. Pięćdziesiąt złotych.
Oddaję – powiedział. – Z własnych.
Chciałam odmówić. Ale zobaczyłam, jak wyprostował się, kiedy mi ją podawał, i schowałam kopertę do portfela. Noszę ją tam do dziś i nie zamierzam jej wydać.






Comments