Tata od dwóch lat mieszka u siostry – “ma tam wszystko”. Przed Wszystkimi Świętymi poprosił mnie po cichu o pięćdziesiąt złotych na znicze dla mamy. W samochodzie powiedział, że kartę do jego konta Iwona trzyma u siebie

Wyjęłam portfel, zanim dotarłam do szczegółowego. Złożony banknot na czworo i schowany do głównej kieszeni marynarki – tej od garnituru, w której trzy lata temu chował mamę. Klepnął się w pierś, sprawdzał, czy pieniądze nie uciekną.

Mój ojciec. Zdzisław Kowalczyk, który przez trzydzieści lat przewoził ludzi miejskim autobusem

po Kielcach i nigdy od nikogo nie pożyczył nawet na papierosy. Prosił o dostęp do złotych. Po cichu. W przedpokoju domu, o którym mowa, miał wszystko.

Tato, twoja emerytura? – pytam.

Potem – machnął ręką. – Jedźmy, bo na Cmentarnej zaraza korki.

W kuchni długo milczał. na światłach przy rondzie, kiedy patrzyłem przez szybę na kobiety

Comments

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Privacy Policy