policzyłam coś, czego przez dwa lata nie chciało mi się liczyć. Emerytura kierowcy po trzydziestu latach pracy to nie są grosze. Tata nie pali, nie pije, nie jeździ do sanatorium. Gdzie to wszystko idzie, skoro na znicze dla żony musi prosić mnie?
Na cmentarzu wybierał długo. Brał znicze do ręki, oglądał spody, odkładał. W końcu kupiono dwa czerwone, szklane, takie jak mama lubiła, i dokładnie przeliczył pozostałości. Przy grobie przykucnął z trudem, zapalił oba, powiedziałem do kamienia:
Halinka by mnie zbeształa, że w takich butach przyszłoem.
Nie żartuj, czy to żart.
Dwa lata wcześniej do Iwony do mnie do Łodzi.






Comments