dom po teściach jest stary i pochłania ciepło jak sito. Że tata bierze leki, za które płaci w aptece, że trzy razy w tygodniu pierze jego pościel, bo w nocy się poci, że zabiera go do kardiologa, do okulisty, do lekarza rodzinnego.
Tak, płacę z jego emerytury. Za prąd, za opał, za jedzenie. Bo on tu mieszka, Gosia. Bo inaczej byśmy nie dali rady. – Głos jej się załamał. – A ty przyjeżdżasz raz na dwa miesiące z sernikiem i grozisz na mnie, jakbym go okradała.
Nie patrzę tak.
Patrzysz. Teraz też.
Miała rację. Patrzyłam. I nagle prowadzą też siebie – z tym






Comments