sernikiem, z tą ulgą z dwóch lat, z kartką świąteczną zamiast pieniędzy na opał.
Nie słuchaj, że Marek nie pracował – powiedział cicho.
Bo nie
Dziewczyny.
Tata stała w kuchni, w kapciach i swetrze narzuconym na piżamę. Nie wiem, jak długo tam był. Podszedł do stołu, oparł się o blat i pojawił się na nas obie po trasie, jak kiedyś, gdy biłyśmy się o ostatni fragment szarlotki.
Iwonka, ja wiem, co ty dla mnie karmię. Wiem lepiej niż ktokolwiek. Chcę się umieścić, nawet więcej niż teraz. – przełknął ślinę. – Ale ja nie chcę planować. Chcę mieć coś własnego w kieszeni. Na gazetę.






Comments