Na znicze. Aby małemu Kubie lizaka kupić, jak przyjdzie. Ja nie jestem dzieckiem.
Iwona zakryła twarz twarzą w twarz. Nie krzyczał. Tylko jej droga drżały.
Tato, ja nie chciałem… myślałem, że ci niczego nie brakuje.
Bo nie mówiłem. – Położyła jej dłoń na głowie, jak wtedy, kiedy była mała. – Głupi stary byłem. Bałem się, że się obrazisz. Że to twój dom.
Wykorzystaliśmy troje przy kradzieży i po raz pierwszy od pogrzebu mamyrozmawialiśmy o pieniądzach jak rodzina, a nie jak obcy ludzie, którzy boją się sobie spojrzeć w oczy. Ustaliliśmy rzeczy proste. W poniedziałek Iwona pojedzie z tatą do banku i zamówią






Comments